Trzy dni, jedna historia, która ma znaczenie
Niektóre historie zostają z tobą na dłużej niż góry
Siedziałam w samolocie z Dohy do Katmandu, obserwując, jak himalajskie szczyty wyłaniają się ponad chmurami, i myślałam, że jadę na kolejne wakacje do mojego ukochanego Nepalu. W tamtym momencie nie miałam pojęcia, jak bardzo się mylę.
Do Katmandu dotarłam pięć dni przed moim głównym trekkingiem, którym była rowerowa pętla wokół Annapurny — drugiego, po Everest Base Camp, najbardziej znanego celu w Nepalu. Czekając, aż mój główny przewodnik wróci z innego trekkingu, postanowiłam pojeździć na rowerze po okolicach Katmandu i poprosiłam o lokalnego przewodnika kolarskiego, który miał mi towarzyszyć.
Katmandu to miejsce jednocześnie do kochania i do nienawidzenia. Thamel, turystyczna dzielnica, jest enklawą — uprzywilejowaną strefą sklepów, restauracji i kawiarni, gdzie na ulicach jest więcej turystów niż mieszkańców. Jednak nawet tam poruszanie się pieszo oznacza wtopienie się w nieustanny strumień samochodów, motocykli i rowerów. Gdy tylko opuści się Thamel, miasto szybko się zmienia. Nepal jest bardzo biednym krajem i widać to natychmiast. Maleńkie sklepiki sprzedające „wszystko” ustawione są jeden obok drugiego. Ludzie siedzą na zewnątrz, czekając na klientów. Sprzedawcy warzyw wystawiają swoje produkty bezpośrednio na ziemi albo przewożą je na rowerach. Nie ma już turystów — są tylko ludzie w klapkach, siedzący przed sklepami, gdzieś się spieszący albo po prostu czekający. Budynki wahają się od solidnych domów po schronienia zrobione z metalowych blach. Kurz, zanieczyszczenie i śmieci są częścią codziennego życia. Jazda tymi ulicami uświadamia dwie rzeczy: dla wielu ludzi tutaj życie jest codzienną walką o przetrwanie — a ja jestem uprzywilejowaną odwiedzającą.
To pytanie nie dawało mi spokoju: czy mogę zrobić coś więcej niż tylko przejechać przez to miejsce?
Na jednej z ukrytych uliczek Thamelu, w małym sklepie rowerowym, poznałam mojego przewodnika kolarskiego: Harkę Lamę. Sunam, mechanik rowerowy z Cog Bike Shop, kończył przygotowywanie mojego roweru po locie, a my omawialiśmy możliwe trasy i czas przejazdów. Harka sprawiał wrażenie spokojnego i profesjonalnego, z cichą pewnością siebie silnego kolarza. Dopiero później miałam zrozumieć, jak bardzo jest silny — i jak wiele ta siła go kosztowała.
Na pierwszą jazdę ruszyliśmy na zachód od Katmandu, prosto w poranny ruch uliczny. Jazda tuż za jego kołem — dosłownie kilka centymetrów — była jedynym sposobem, by nie stracić kontaktu. Katmandu sprawia wrażenie miasta, które zaczęło biec, zanim nauczyło się chodzić, rozwijając się tak szybko, że nie było czasu na strukturę. Ulice są chaotyczne, głośne, zakurzone i dziwnie hipnotyzujące. Piesi, riksze, motocykle i trąbiące samochody przeplatają się w czymś, co przypomina improwizowaną miejską choreografię. Jest bałagan, surowo — a jednak jakoś to działa.
Gdy miejski hałas ucichł, zatrzymaliśmy się w małym przydrożnym barze na kawę. To tam Harka powiedział kilka słów o sobie i, niemal mimochodem, wspomniał, że jest osobą, która wygrała walkę z rakiem, oraz że pracuje nad dużym projektem.
Potem rozpoczął się podjazd w kierunku Dahachok Danda — wąskie drogi, strome odcinki, nad głową modlitewne chorągiewki i wreszcie restauracja na wysokości 1874 metrów, z widokiem na Dolinę Katmandu. Przez całą trasę Harka pozostawał cierpliwy i uważny. Te drogi są częścią jego terenu treningowego. Po przejściu choroby nowotworowej wrócił do kolarstwa i trenował bez wytchnienia. Dwa lata później znów startował w zawodach — i wygrywał. Trzykrotny mistrz kraju w kategorii masters w cross-country. Wiele zwycięstw w Yak Attack na trasie Annapurna Circuit. Ukończony Cape Epic i wyścigi w Pirenejach. Lista była zdumiewająca.
Podjazd, lunch z himalajskimi widokami i płynny zjazd singletrackiem wydawały się nierealne — przypomnienie, że zaledwie kilka kilometrów od chaosu Katmandu wciąż istnieje cisza. Podobnie jak historia Harki, wszystko to wydawało się niewiarygodne. Nie było żadnych wahań co do jazdy kolejnego dnia.
Na północny wschód od Katmandu leży Park Narodowy Shivapuri, chroniony obszar wojskowy, w którym znajduje się główne źródło wody dla doliny. Dotarcie tam oznacza ponowną jazdę przez miasto — i ponowne zobaczenie, jak bardzo różne są warunki życia ludzi. Niektóre domy zbudowane są z kilku bloczków i przykryte metalowymi dachami, obok stoją zwierzęta, na zewnątrz wisi pranie, wszędzie leżą śmieci. Trudno uwierzyć, że ktoś mógłby tam mieszkać — dopóki nie pojawią się dzieci, dorośli siedzący obok, ktoś myjący naczynia przy wspólnej studni nad rzeką. Kilkaset metrów dalej wyrastają duże domy, sklepy na parterach, panele słoneczne na dachach. Kontrasty są uderzające.
Podjazd do parku był równy i cichy, częściowo asfaltowy, głęboko w lesie, obok budynków wojskowych. Na ostatnim punkcie kontrolnym widok na Katmandu był szeroki i zamglony, już przytłumiony przez zanieczyszczenie pod koniec listopada. Pojechaliśmy dalej wąską ścieżką, z wodospadami po jednej stronie i światłem otwierającym się nad doliną po drugiej. Płynąc w dół szlaku, jedna myśl wciąż wracała: jak ktoś wraca z czegoś, co wydaje się wyrokiem śmierci?
Ludzie czasem podziwiają mnie albo gratulują mi rowerowych wypraw w Himalajach. Ale nigdy nie wydaje mi się to zasłużone. To nie jest zmaganie ani walka — to wybór, wakacje. Historie takie jak historia Harki są inne. Zasługują na uwagę. Być może moją rolą nie było niczego osiągnąć, lecz po prostu wysłuchać — i przekazać dalej jego historię.
Miałam jeszcze jeden dzień przed wyruszeniem na Annapurna Circuit. Naturalnie poprosiłam Harkę, by znów mnie poprowadził — tym razem na Jamacho, zaledwie kilka kilometrów od Thamelu. Wejście do lasu było jak teleportacja. Jedną chwilę walczysz z ruchem ulicznym Katmandu; w następną oddychasz swobodnie, jedziesz piaszczystymi ścieżkami, słyszysz ptaki i obserwujesz, jak światło słoneczne filtruje się przez gęstą dżunglę. Czekał nas długi podjazd. Znalazłam swój rytm. Cisza.
U Harki zdiagnozowano raka przejściowokomórkowego pęcherza moczowego. Przeszedł resekcję guza, a następnie kolejne terapie. Dwa lata fizycznej, psychicznej i finansowej walki — w okresie COVID — zanim w ogóle zaczął rozważać powrót do kolarstwa.
Wyobrażenie sobie tej drogi było trudne. Na szlaku, kawałek przede mną, czekał na zakręcie, uśmiechnięty, pytając, czy potrzebuję krótkiej przerwy.
Na szczycie, obok małej buddyjskiej stupy pokrytej modlitewnymi chorągiewkami i z widokiem na pasmo Himalajów, wyjaśnił mi, czym było dla niego kolarstwo. Nie chodziło o wyniki, lecz o odzyskanie życia. Początkowo słaby, kruchy, obawiający się nawrotu choroby, zaczynał powoli — była to dla niego fizjoterapia i psychoterapia. To, co nastąpiło potem, nie było jedynie powrotem, lecz niezwykłą transformacją.
Później, podczas lunchu, dowiedziałam się, dlaczego jego projekt ma tak ogromne znaczenie. Od 1990 roku obciążenie chorobami nowotworowymi w Nepalu podwoiło się. Koszty leczenia — około 3 700 dolarów rocznie — znacznie przekraczają możliwości finansowe większości pacjentów. Dostęp do opieki zdrowotnej i ubezpieczenia jest w dużej mierze zarezerwowany dla osób posiadających środki finansowe. Większość ludzi musi płacić z własnej kieszeni za każdą usługę szpitalną. Wiele osób w ogóle się nie bada. Niektórzy nie mają świadomości. Inni mieszkają zbyt daleko od szpitali. A nawet gdy nowotwór zostanie zdiagnozowany, leczenie często okazuje się finansowo niemożliwe. W obliczu tej rzeczywistości nie jestem pewna, czy sama chciałabym w ogóle wiedzieć.
Wraz z inną osobą, która przeżyła chorobę nowotworową — Kabitą Chitrakar — oraz we współpracy z Cycle Culture Community i Szpitalem w Dhulikhel, Harka stworzył charytatywny projekt kolarski mający na celu wsparcie pacjentów onkologicznych w Nepalu.
Począwszy od 1 stycznia 2026 roku, przez 30 dni będą przemierzać Nepal na rowerach ze wschodu na zachód — pokonując 1 800 kilometrów i 52 000 metrów przewyższenia wzdłuż trasy Mid-Hill Highway. Po drodze będą organizować programy zwiększające świadomość, działania skierowane do lokalnych społeczności oraz obozy zdrowotne, aby wspierać niedostatecznie uprzywilejowanych i finansowo wrażliwych pacjentów onkologicznych.
Aby dowiedzieć się więcej o Harce: strona internetowa Harka Lama.
W tym miejscu możesz pomóc.
Przekaż darowiznę na rzecz Cancer Survival Support Fund – https://www.gofundme.com/f/cycling-for-cancer-survival-support
Dołącz do nich na jednym lub kilku etapach, jeśli będziesz w Nepalu w styczniu – https://ride-for-life-dun.vercel.app/
Udostępnij tę historię, pomagając ich przesłaniu dotrzeć dalej, niż oni sami mogą dojechać na rowerach.
Nawet niewielkie wsparcie ma znaczenie w kraju, w którym dostęp do diagnostyki i leczenia jest poza zasięgiem wielu osób.
Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Nepalu, cel był prosty: zobaczyć Himalaje. Była to moja czwarta wizyta. Za każdym razem góry pozostają niezwykłe — ale to ludzie i ich historie zostają z nami najdłużej. Nadal przyjeżdżam tu dla przygody i ruchu, ale nie tylko dla nich.
Jazda rowerem przez Katmandu, obserwowanie zarówno trudów, jak i odporności, oraz spotkanie ludzi takich jak Harka zmieniły tę podróż. Jego historia zasługuje na to, by dotrzeć dalej niż te trzy dni — i dlatego dzielę się nią tutaj.